Koniec wieku

Religia i wiara Takim właśnie dekadentą był nie wątpliwie Kazimierz Przerwa-Tetmajer , który zafascynowany filozofią Schopenhauera, zakładającej, że życie jest pasem cierpień, pisze wiersz pod tytułem "koniec wieku XIX". Podmiot liryczny wypowiada się tutaj w imieniu ludzi końca wieku, stawia pytanie, na które nie umie odpowiedzieć, zastanawia się czy są wartości, które nadają sens życiu. Zdaniem poety jest ono puste i bezsensowne, a człowieka przyrównuje do mrówki rzuconej pod pociąg, którym jest rzeczywistość. Tetmajer nie widzi żadnej wiecznej wartości i nie znajduje odpowiedzi na to co ma czynić człowiek końca wieku. Jego przeczucie jest inne od wizji Świętego Jana czy Kasprowicza, ponieważ poeta Noe zastanawia się nas Sądem ostatecznym, a nad człowiekiem, który zatracił sens życia, sens istnienia. Ale jest to również motyw apokalipsy, gdyż Tetmajer przewiduje upadek, a jest nim kryzys wszelkich wartości. Wracając do dekadentyzmu, zrodził się on z poczucia kryzysu filozofii, niechęci do przemian cywilizacyjnych, odrazy do przyziemnych ideałów społeczeństwa.

Apokalipsa jako niesprawiedliwość Apokalipsa oprócz końca świata i wojny, miała jeszcze jedno oblicze. Tę problematykę znajdziemy m.in. w książce A. Camus'a pt. „Dżuma”. W mieście pojawiają się pierwsze symptomy nadchodzącej zarazy. Najpierw jest to jeden szczur, potem ich kilka, a następnie wybucha prawdziwa epidemia. Miasto zostaje odseparowane od reszty świata. Ludzie są w nim uwięzieni i nie są w stanie się wydostać. Jednocześnie wszyscy wiedzą, że są skazani na śmierć, bo w tak szczelnie zamkniętym obszarze, nie trudno się zarazić śmiertelną chorobą. Okazuje się, że apokalipsa ma tutaj wyraz w chorobie, w epidemii, która dotknęła mieszkańców miasta. Apokalipsa chrześcijańska to śmierć za grzechy, umierają źli ludzie, którzy wykroczyli przeciw Bogu. W „dżumie” śledzimy śmierć małego, niewinnego chłopca. Nie może być nic bardziej niesprawiedliwego. Wobec takiej sytuacji nawet ksiądz zaczyna mieć dylematy moralne

Tzw. ucieczka Mahometa z Mekki do Medyny nie była wcale "ucieczką", a spokojnym przejściem rzesz ludzkich.Sytuacja muzułmanów w Mekce szybko się pogarszała. Cierpieli oni prześladowania ze strony zwolenników starych wierzeń. Zorganizowano nawet specjalną jednostkę armii, której głównym zadaniem była walka z wyznawcami Allaha. Właśnie ze względu na ustawiczne pogarszanie się nastrojów panujących w Mekce, Mahomet postanowił wyprawić ok. osiemdziesiąt znajdujących się w największym zagrożeniu rodzin muzułmańskich do chrześcijan w Abisynii (gdyż muzułmanie i chrześcijanie czczą tego samego Boga). Miało to miejsce na przestrzeni lat 615 - 618. Jednak wierni, którzy pozostali w Mekce w dalszym ciągu byli w rozmaity sposób szykanowani przez pozostałych mieszkańców. W 622 r. nadarzyła się okazję, by tę sytuację zmienić. Otóż w Yatribie (późniejszej Medynie), żyły plemiona arabskie i żydowskie, które toczyły ze sobą poważny spór. Jako że Mahomet był w owych czasach mężem godnym zaufania zarówno dla jednych, jak i dla drugich, poproszono go o arbitraż w tej sprawie. Dzięki temu Prorok zdecydował się na emigrację wraz z wiernymi do Yatribu. Fakt ten zadowolił możnych mekkańskich, którzy pozwolili muzułmanom na spokojny wymarsz z miasta z całym dobytkiem.